Sny o pożądaniu
Grażyna Banaszkiewicz
Fundacja Signum, Palazzo Doná, Wenecja
Wystawa: Obudź się i śnij
do 28 listopada 2009 r.
Już samo przekroczenie progu, gdy otworzy się wysoką wczesnogotycką bramę Palazzo Doná na Campo San Polo pod numerem 2177, jest wejściem w kolejną w Wenecji fazę snu na jawie.
Bo kto zna Wenecję, komu dane było wykroczyć poza narzuconą przez przewodników trasę i dotrzeć w odleglejsze niż okalające Piazza San Marco uliczki i zaułki, ten rzeczywiście doznał magii labiryntu, magii i mrocznej, i światłej historii tego miasta, również magii jego architektonicznego uroku. Gdzie się bowiem nie skieruje wzroku – piękno, zadziwienie, niewyobrażenie: formy budynków, ich detali, ich „obwarowania”...
Tu więc także: wejściowy portal z dekoracyjnym fryzem o widocznych wpływach sztuki bizantyjskiej, dziedziniec z odkrytą klatką schodową i studnią. Ukryte nieco piano nobile Palazzo Doná posiada unikalny drewniany gotycki strop, bizantyjsko-gotyckie quadrofonium wychodzące na wewnętrzny dziedziniec i posadzki wykonane techniką pastellone.
Pałac znany również jako Palazzo Doná Brusa był prawdopodobnie siedzibą arystokratycznego rodu Doná, pierwotnie noszących nazwisko Donatus – obywateli rzymskich z Akwilei, którzy w VI w. schronili się na lagunie, od XI w. aktywnie uczestniczącego z życiu publicznym miasta, jak wszystkie rody weneckie mającego (w połowie XVI w.) swojego dożę – Francesco Doná. W późniejszych stuleciach urząd ten sprawowali jeszcze Leonardo i Nicolas Doná.
Zapisały się też w historii Palazzo tradycje artystyczne. Giovanni Francesco Brusa był kompozytorem oper i muzyki sakralnej, współpracownikiem sławnego Carlo Goldoniego, który zamieszkiwał w podobnym gotyckim, sąsiadującym z Campo S. Polo pałacu. Bogatą historię opisywanego miejsca zamyka artystyczna rodzina malarzy i pisarzy o nazwisku Fonseca.
A przytaczam ją, by pokazać w jakim miejscu na 20 lat – taki okres dzierżawy bowiem podpisano – osiada poznańska Fundacja Signum, założona w 2002 r. przez Jarosława i Hannę Przyborowskich. W Polsce Fundacja zajmuje się działalnością charytatywną na rzecz dzieci, mecenatem artystycznym oraz edukacją przez sztukę. Wenecka siedziba stała się miejscem spotkań i dialogu przez sztukę, prezentacją różnych dyscyplin twórczych – od sztuk wizualnych, po muzykę, film, teatr i literaturę.
Siła Wenecji polega na magii samego miasta, jak i na tym, że jest ono otwarte na przenikanie się kultur, na jego tolerancji wobec różnorodności postaw artystycznych i kulturowych, wreszcie na tym, że wszelkie działania konfrontują się tutaj nie tylko z wewnętrznym nagromadzeniem sztuki, ale równocześnie poddawane są próbie międzynarodowej publiczności.
Bez precedensu
Zważywszy zatem na charakter miejsca, pojawienie się w nim Fundacji Signum stanowi wydarzenie bez precedensu. Nieporównywalne z promocją naszej sztuki na zasadzie okolicznościowych wystaw, festiwali, przeglądów, okresowych prezentacji. Tu zakłada się permanentny dyskurs, konfrontację. Blisko 15 tysięcy obiektów zgromadzonych przez Fundację wraz z tymi nabywanymi, zamawianymi do wzmocnienia, dopełnienia poszczególnych tematów, będzie stanowiło kolejne problemowe wtajemniczenia. Każda ekspozycja ma być naznaczona określonym kontekstem – mówi dyrektor tej osobliwej galerii Grzegorz Musiał, znany przez lata jako szef wysublimowanej łódzkiej galerii grafiki 86. Do tego nie gromadzi się dzieł w sali wystawienniczej, ale wpisuje je w przestrzeń od pierwszych stopni Palazzo (tym razem jest to film wideo Katarzyny Kozyry Kastrat – plazma po lewej stronie sieni i Jacka Malczewskiego Autoportret ze śmiercią – po prawej, przy wejściu na schody), coś sygnalizuje, rozwija nić, prowadzi po jego zakamarkach. Dosłownie po zakamarkach, bo oto kotara, za którą znajduje się instalacja fotograficzna Biblioteka Nicolasa Grospierre’a, dalej piwnica ze śladami, z obecnością stałą, jako że ślad po krzyżu też jest jego obecnością! – sacrum.
W pomieszczeniach biurowych i bibliotece zobaczyć można serię obrazów Pornografia metafizyczna Jerzego Kujawskiego, obrazy Tadeusza Kantora. W pokojach prywatnych: w sypialni – ekspozycja cyklu fotografii Michała Martychowca Kierunek: Czarodziejska Góra, a w sypialni dużej – prace Mirosława Bałki, Romana Opałki i seria rysunków z lat 20. Bruno Schulza. W kuchni-jadalni – wideo z zapisem opery Karola Szymanowskiego Król Roger, spektakl Opery Wrocławskiej (prem. 30 marca 2007 r.) oraz ok. 40 fotografii przedstawiających Stanisława Ignacego Witkiewicza (Witkacego).
W przejściu między kuchnią i salonem – Krzysztofa Niemczyka Kurtyzna i pisklęta, także zdjęcia z osobliwych kreacji samego artysty (1938-1994), wykonane przez Eustachego Kossakowskiego.
Salon jest miejscem m.in. ekspozycji eksperymentu Andrzeja Karmasza, jego wcielania się w różne tożsamości kulturowe. To cykl fotografii i wideo p.t. Hybrydy.
A jeszcze sale: Gotycka i Renesansowa nasycone przedstawieniami Libery, Lejmana, Wodiczki, Grupy Sędzia Główny, Passoliniego, Kulik.
Przekraczanie granic
Wejść może każdy. Wstęp bezpłatny. Dwujęzyczny (angielski i włoski), wyczerpujący katalog. Potrzebny jedynie czas, otwartość na opowieść o pragnieniach, pożądaniach, przekraczaniu granic. Jak we śnie z otwartymi oczyma. Opowieść przede wszystkim w sobie (np. w intrygującym wideo o stawaniu się Gejszą, wideozapisie hipnotycznego musicalu Luca Mosca Freud, Freud, I Love You, czy mocnej, poetyckiej, zarazem kreowanej fotografii Agaty Michowskiej Śmierć w Muzeum). Również opowieść o tych, którzy i ze swojego życia uczynili sztukę, wreszcie o tych, dla których najmocniejszym pożądaniem jest samo pożądanie, zawłaszczające tożsamość, osobowość, postrzeganie drugiego człowieka jako człowieka. Myślę tu o kompleksach, bólu, poniżeniach, wojnie, okaleczeniach, zagubieniu ujawnianych przez pryzmat właśnie pożądliwości, pragnień. Ta wystawa mówi więcej, niż gdyby wszystkie zgromadzone na niej obiekty przenieść do wnętrza muzealnego, czy stricte galeryjnego. Mówi więcej i mocniej. Składa się na to światło zastane na dziedzińcu, zapach potrawy w kuchni, łoże „prywatnie” posłane, czy widok z okna na piękny ogród pałacu obok. Ten ogród też staje się nagle – tak działa na zmysły – obiektem pożądania...
Problemem zasadniczym sztuki współczesnej – oznajmia w swoim eseju do zdumiewającej odwagą przedsięwzięcia prezentacji sztuki polskiej w Wenecji, kurator bieżącej tam ekspozycji zatytułowanej Obudź się i śnij, prof. Andrzej Turowski – pozostaje skomplikowane napięcie między iluzją i pustką Realności, między fikcją pełni a przerażeniem brakiem. W tym sensie rozumiana sztuka, nie ta zamknięta w instytucjach, i nie ta wystawiana na rynkach, lecz ta, która jest unaocznionym zmaganiem się z formą, poszukiwaniem ekspresji, głodem realności, a zarazem chowaniem się w strachu za maskami fikcji, krzykiem do wolności, wypatrywaniem niezaspokojonego pragnienia widzenia – obojętne czy w wypełnieniu pustej kartki, czy płótna, umieszczeniu się w przestrzeni czy rozwijaniu czasu lub w pochłanianiu i zapisywaniu tekstów i powielaniu obrazów – to właśnie ta sztuka (...) tworzona w niepewności i samotności, spełnia wszystkie warunki twórczości, w której odnajdujemy siebie w Innym i odnajdujemy swoją twarz do oglądania przez Innych. Twórczość w sposób najbardziej skondensowany ujmuje egzystencjalne współistnienie bólu i pragnienia.
A więc, zgodnie z założeniem Fundacji Signum, Obudź się i śnij nie stanowi tylko prezentacji określonych dzieł. Stawia, wywołuje problem.
Fot. Grażyna Banaszkiewicz i Fundacja Signum































































































































































Skomentuj artykuł