Gruszka z owadami
Grażyna Krzechowicz
Znakomitą, szeroko zakreśloną wystawę tematyczną Augenschamus – Uczta dla oczu przygotowało wiedeńskie Kunstforum prezentując na przykładzie starannie dobranych 90 obrazów i obiektów z okresu od renesansu po współczesność kulturę życia codziennego w dziedzinie jedzenia i picia.
[ WIEDEŃ
Kunstforum
wystawa: Uczta dla oczu
do 30 maja 2010 r. ]
(...)
W akademickiej hierarchii gatunków malarskich historyczna martwa natura znajdowała się na samym końcu – za malarstwem historycznym, portretem, genrem i krajobrazem. Martwe natury cieszyły się jednak we wszystkich epokach wielkim powodzeniem. Właśnie w nich, jako mało znaczących, wyraża się nieskrępowana kreatywność i fantazja malarska, dochodzą do głosu osobiste treści. Osiemnastowieczny malarz frankfurcki Justus Juncker zainscenizował martwą naturę jako rzeźbę umieszczając raz jabłko, raz gruszkę na postumencie i zamieniając je w rodzaj pomników, czym włączył się w debatę o miejsce martwej natury w kanonie gatunków sztuki.
Obok bezpośredniego sycenia oczu martwe natury skrywają często własną tajemnicę, tworzą szyfry, których odcyfrowanie wprowadza obserwatora w tajemne światy ducha i materii, życia i śmierci. Wiele siedemnastowiecznych martwych natur interpretowanych było jako vanitas – miały przypominać, że wszelkie przyjemności ziemskie są przemijające. Szczególne centrum martwych natur typu vanitas stanowiło miasto Leiden, naznaczone myślą kalwińskiego uniwersytetu. Niekonwencjonalną martwą naturę ze świecą i karpiem na pierwszym planie przedstawił strasburski malarz Sébastien Stoskopff. Potężny karp leżący na talerzu postawionym na drewnianym pudełku obok dzbana na wino tworzy prawie surrealistyczną kompozycję z odniesieniami do vanitas, jak i Eucharystii.
(...)
Wiedeńska wystawa po raz pierwszy obszerne dokumentuje kobiece dokonania w dziedzinie martwej natury – począwszy od mediolańskiej pionierki Fede Galizia, poprzez Clarę Peeters, jedną z pierwszych przedstawiających na obrazach potrawy i naturalne produkty, Louise Moillon malującą winogrona i jabłka o silnej konotacji religijnej, po mistrzowskie przedstawienia Anne Vallayer-Coster pary uchodzącej z gorących płynów i utrzymane w duchu cézannowskim martwe natury Pauli Modersohn-Becker czy nieco przewrotne, współczesne Marii Lassnig. Nazwiska kobiece niczym ogniwa łańcucha łączą wszystkie epoki, w których powstawały martwe natury. Gatunek ten długo mało ceniony przez akademie stał się terenem realizacji kobiecych ambicji malarskich, przed którymi pozostawały zamknięte bramy akademii i studia aktów.
Czytaj więcej w majowo-czerwcowym numerze Sztuki.pl






















































































































































Skomentuj artykuł