To piękno straszliwe
Katarzyna Krzyżagórska-Pisarek

Francisco de Zurbarán, Św. Serapion, 1628 © Wadsworth Atheneum Museum of Art, Hartford, CT. The Ella Gallup Sumner and Mary Catlin Sumner Collection Fund
Londyn
The National Gallery
wystawa: Gdy święte ożyło. Hiszpańskie malarstwo i rzeźba 1600-1700
do 24 stycznia 2010 r.
Trudno określić wystawę w Londynie inaczej niż – rewelacja! Jest to rewelacja pod wieloma względami: ascetycznego wystroju wnętrz i oświetlenia, wyjątkowej ekspresji pokazanych dzieł oraz odkrycia prawie nieznanej poza Hiszpanią gałęzi sztuki sakralnej – hiperrealistycznej rzeźby polichromowanej XVII w.
Poruszenie dusz
Wystawa wstrząsnęła nie tylko nami – katolikami, ale również protestancką, intelektualną i chłodną widownią, która zamilkła w zachwycie przed cudownie ożywionymi figurami cierpiącego Chrystusa, jego pogrążonej w żalu Matki czy mistycznych świętych.
W dniu prasowym po raz pierwszy widziałam tak wzruszonych, a nawet płaczących, krytyków sztuki. Jeden z nich, zdeklarowany ateista Adrian Searle z lewicującego dziennika The Guardian tak o swoim doświadczeniu napisał: Odszedłem stamtąd zdruzgotany i głęboko poruszony.
Cóż takiego spowodowało podobny szok dla zmysłów i poruszenie dla dusz? Trudno opisać wystawę inaczej niż wrażeniowo. Wyobraźmy sobie przejmujące, realistyczne aż do bólu święte postacie wielkości naturalnej pojawiające się w grobowych ciemnościach, oświetlone punktowo reflektorami. Ściany utrzymane w ciemnych szarościach przechodzą stopniowo w głęboką czerń grobowca. Figury ożywione w cudowny sposób ręką rzeźbiarza i pędzlem malarza ucieleśniają wielką tajemnicę wiary i najgłębsze pokłady ludzkiej duszy. Wśród nich są figury płaczące, kontemplujące, gestykulujące, błagające, cierpiące aż do wycieńczenia i śmierci. Jesteśmy niemymi świadkami ogromnego cierpienia znoszonego w ciszy. Święte staje się realne, namacalne, dotykalne. Żywe. Przerażające i cudowne zarazem. Nie sposób tego zapomnieć.
Nawrócenie
Nie miejsce tu na długie intelektualne teorie, chociaż kustosz wystawy Xavier Bray zbudował ją na kluczowym porównaniu 16 arcydzieł malarstwa z 16 mało dotąd znanymi drewnianymi figurami polichromowanymi (wielobarwnie malowanymi i złoconymi) XVII w. Chciał wskazać na ich bliskie związki i niewątpliwy wpływ wybitnie naturalistycznej rzeźby na „hiperrealistyczne” malarstwo Diego Velázqueza czy Francisco de Zurbarána, gdzie upatrywano dotąd głównie oddziaływania Caravaggia. Bray przedstawił nam więc nowatorskie i odkrywcze spojrzenie na hiszpańską sztukę sakralną złotego wieku. Wystawa pozwoliła również na porównanie siły wyrazu malarstwa i rzeźby. Ekspresyjne figury np. Montañésa były zapewne większą inspiracją dla wiernych, niż obrazy Zurbarána czy Velázqueza. Malarstwo jednak ostatecznie zatryumfowało – wstrząsające w wyrazie rzeźby były przecież malowane ręką artystów, takich jak Francisco Pacheco. Po raz pierwszy obok znanych dzieł Velázqueza, Pacheco czy Zurbarána pokazano na wystawie rzeźby Juana Martíneza Montañésa, Gregorio Fernándeza, Pedro de Meny i Alonsa Cano. Kto o nich słyszał poza Hiszpanią? Nie są nawet dobrze znane historykom sztuki, a tym bardziej brytyjskiej publiczności. Bray jest pół-Francuzem (jego matka jest katoliczką) i agnostykiem, ale udało mu się „nawrócić” na hiszpańską sztukę sakralną nawet protestancką Anglię. Nie mógł się podobno doczekać reakcji krytyków i zwiedzających.
Uprzedzenie
Bray miał przed sobą trudne zadanie. Najpierw przekonać władze Kościoła hiszpańskiego do wypożyczenia barokowych posągów na wystawę, z których niektóre nigdy dotąd nie opuściły klasztorów i mrocznych katedr Półwyspu Iberyjskiego, gdzie są nadal nie tylko podziwiane, ale wręcz czczone. Inne, niesione w procesjach Semana Santa (Wielkiego Tygodnia) w Sewilli, Granadzie czy Valladolid, są nadal przedmiotem kultu – niemalże relikwiami. W dalekim, „bezbożnym” Londynie byłyby jedynie obiektem wzruszeń estetycznych. Patrzono by na nie jak na sztukę, a nie jak na dzieła mające za cel zachęcać do żarliwej kontemplacji cierpień Chrystusa i dawać wiernym przykład naśladowania świętych. Jak powiedział Bray, każdy z obiektów został mu chociaż raz odmówiony.
Uprzedzenie było obustronne. Hiszpańska rzeźba była tradycyjnie niedoceniana przez brytyjskich historyków sztuki i znawców ze względu na jej zbytnią katolickość i na gust – uważano hiperrealistyczną technikę polichromowania naśladującą do złudzenia ludzkie ciało, włącznie z użyciem szklanych oczu, łez z żywicy, zębów z kości słoniowej i paznokci z rogu, jako trudną do zaakceptowania. Razem z niemieckimi czy austriackimi historykami sztuki podziwiano głównie wzory włoskiego renesansu, który faworyzował idealną rzeźbę z białego marmuru czy brązu. Prawda czy cnota były nagie i nie potrzebowały dodatkowej dekoracji. Liczyła się szlachetność naturalnego materiału i czystość stylistyczna. Zapominano jednak, że rzeźby starożytnej Grecji czy Rzymu były również polichromowane, a jedynie z czasem utraciły swoje barwy, jak np. fryz z Partenonu. Gdy we Włoszech tryumfowała rzeźba w kolorze marmuru czy brązu, w Hiszpanii długo przetrwała średniowieczna tradycja rzeźby polichromowanej. Gdzie indziej ta technika wyszła już w XVII w. z mody, stała się przestarzała, przypominając raczej gotyk niż barok. Wizerunek Ecce Homo (1617) Gregorio Fernándeza jest barokowy, ale dla naszych wykształconych na wzorach włoskich oczu przypomina gotyk. Hiszpania nadal wytwarzała drewniane posągi z cedru, cyprysu i sosny, malowane, a nawet ubierane w prawdziwe stroje, które były wystarczająco lekkie (puste w środku), aby być niesione w czasie procesji. Była to więc forma konserwatywna, wyłącznie na usługach Kościoła czasów kontrreformacji, pragnącego jak najmocniej ucieleśnić to, co święte, potwierdzić namacalność świętych wydarzeń. Jej patronami były zakony dominikanów, kartuzów, franciszkanów. Kościół stał się mistyczny, a wśród największych mistyków byli Hiszpanie, tacy jak Św. Ignacy Loyola, Św. Teresa z Ávila czy Św. Jan od Krzyża.
Inkarnacja
Powstawanie sakralnych rzeźb w Hiszpanii było regulowane przez cechy stolarzy (carpinteros) oraz malarzy od polichromowania. Rzeźbiarze tworzyli dzieła w drewnie, na które nakładali warstwę gipsu (gesso) jako podkład pod farbę i złocenia. Nie wolno im jednak było rzeźb malować. Polichromowanie było zarezerwowane dla specjalnie w tym celu kształconych malarzy zwanych pintores de ymaginería. Stosowali oni technikę encarnación, co dosłownie oznacza inkarnację, ożywienie, a polegającą na niezwykle wiernym oddaniu karnacji i wyrazu twarzy, przypominającym iluzjonistyczny makijaż. W niesamowicie realistycznej Ściętej Głowie Św. Jana Chrzciciela (1620), z katedry w Sewilli, Juan de Mesa wzorował się podobno na prawdziwych zwłokach przestępcy. Malowanie rzeźb było częścią ogólnych praktyk malarskich. Św. Jan od Krzyża (1542-1591), wielki hiszpański mistyk, spędził młodość w pracowni rzeźbiarskiej. Zurbarán również zaczynał jako malarz rzeźb. Francisco Pacheco, nauczyciel i teść Velázqueza, malował ciało i draperie w rzeźbach słynnego wówczas Juana Martíneza Montañésa, zwanego „bogiem drewna”. Pacheco wpłynął na całe pokolenie artystów w Sewilli, opowiadając się za szczególnie naturalistyczną metodą polichromowania rzeźb i posługując się jedynie farbą dla oddania oczu, włosów czy paznokci. Od połowy XVII w. wprowadzono inne materiały, takie jak szkło, kość słoniową, róg czy nawet prawdziwe włosy. Efekt tych technik był niesamowity, intensywny, niepokojący, dramatyczny i szokujący. To piękno straszliwe – skomentował wystawę arcybiskup Westminsteru Vincent Nichols.
Malarstwo

- Osobista geografia
- Geniusz czy szarlatan?
- Malarka prawdy - Paula Modersohn-Becker
- Teatrum historii według Delaroche'a
- Andrzej Dłużniewski - przed / po
Rzeźba

- Wyobraźnia natury zdaje się ograniczona
- Oswojony modernista
- Żywa rzeźba i antypomniki Adama Kalinowskiego
- Origami nad Wisłą
- Wielcy nieobecni. Alfons Karny (1901-1989)













Skomentuj artykuł